Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wizy w drodze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wizy w drodze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 marca 2018

Ambasada? Przeżytek - wiza do Krainy Kangurów.

Ambasada? Przeżytek - wiza do Krainy Kangurów.


Australijczycy o białym, nieco piegowatym odcieniu skóry lubią swoje brytyjskie korzenie. W lewym górnym rogu flagi zostawili sobie więc Unijnego Jacka (Union Jack). A, że miejsca mieli sporo, dodali jeszcze kilka gwiazdek. Największa (Federation Star) symbolizuje sześć stanów Australii. Jej siódme ramie symbolizuje ich jedność jako naród. Pozostałe gwiazdy mają odnosić się do konstelacji Krzyża Południa. 


Największy kraj  który jest jednocześnie kontynentem - i to najbardziej suchym na świecie otwiera swoje granice dla Polaków z grubymi portfelami i młodych profesjonalistów.

Wizę turystyczną uprawniającą do wielokrotnego przekraczania granicy przez rok i jednorazowego pobytu do trzech miesięcy po każdym wjeździe można dostać za darmo. Przedłużenie jej jest już płatne.
 

Niestety, Polacy nie łapią się na program Working Holiday, podczas którego oprócz pobytu przez 12 miesięcy, można dorobić sobie legalnie trochę grosza.
 

Pozostaje albo podróż i ,przy skromnych funduszach, jedzenie tego co się trafi przegryzanego kajzerkami za ponad dolara za sztukę lub zabawa w ciuciubabkę z, podobno, srogimi urzędnikami imigracyjnymi. Ewentualnie, można skorzystać z wizy studenckiej, wizy sponsorowanej, lub niesponsorowanej. Bardzo przejrzysta strona internetowa australijskiego departamentu imigracji oferuje nawet WYSZUKIWARKĘ WIZ


Ja zdecydowałem się na elektroniczną opcję gratisową. Będąc gdzieś pomiędzy Chiang Mai a Bangkokiem, w kawiarni z wifi, popijając laotańską kawkę i oglądając łypiących na mnie okiem lejdibojów, wypełniłem wniosek znajdujący się TUTAJ. Zanim zabierzemy się do wypełniania wniosku, warto poczytać sobie INFORMACJE. Warto też zaparzyć sobie kawę i upewnić się, że przez najbliższą godzinę nie odetną nam prądu. Pytania są bardzo szczegółowe - niektóre nawet mogą być zabawne. 


Po kilku dniach dostałem informację o konieczności wysłania wyciągu z rachunku bankowego i zaświadczenia o zatrudnieniu. Nie wiedziałem po co im było zaglądać w moje prawie puste konto, z którego i Salomon nie potrafiłby nalać, ale poprawiając trochę numerki przesłałem wymagane załączniki w formacie pdf. Procedura bardzo podobna do załatwiania wizy amerykańskiej. Nie ma, jednak konieczności dzwonienia na seks-telefon ani stawiania się w ambasadzie. Tylko wybrańcy mogą zostać zaproszeni na krótką rozmowę i ewentualne dostarczenie wyników badań lekarskich. Australijczycy boją się wszystkiego - od nasionek znanych i nieznanych roślin mogących skazić ich dziewiczy ekosystem do żerujących na każdej cząsteczce wydychanego przez nas dwutlenku węgla bakterii rozmaitych chorób. Nie ma również papierowej wlepki zajmującej całą stronę. Po dwóch tygodniach miałem już email z informacją, że moja wiza została przyznana i jakimiś numerkami. Zastanawiałem się czy drukować czy nie. Jakoś tak się złożyło, że o roztercę przypomniało mi się dopiero na granicy. Sprawdzenie paszportu w systemie. Kilka minut. Witamy w Australii! 

Pisemna promesa, czyli meldunek w konsulacie Timoru Wschodniego

Pisemna promesa, czyli meldunek w konsulacie Timoru Wschodniego


Flaga Timoru Wschodniego. Czerwony to oczywiście symbol walki; żółty trójkąt - kolonializmu, czarny - zacofania, które powinno być zastąpione rozwojem a gwiazda - światła prowadzącego ku rozwojowi. 
  
Na samym wschodzie prowincji Nusa Tengara Timur, pływa sobie wyspa o nazwie Timor. Wyspa podzielona jest na dwie, politycznie niezależne od siebie części - indonezyjską i timorską. 

Istniejące od 2002 roku Państwo znajdujące się we wschodniej części wyspy Timor, zgodnie z logiką, nazywa się Timor Leste (lub po indonezyjsku Timor Timur). Wizę można dostać na wjeździe, pod warunkiem, że granicę przekracza się po uprzedniej ewakuacji z samolotu lub statku morskiego. Chcąc wjechać lądem od strony Indonezji (innej możliwości nie ma), należy postarać się o oficjalną, pisemną zgodę na przekroczenie granicy.
Z obowiązku tego zwolnieni są posiadacze paszportów indonezyjskich. Z kolei, osoby legitymujące się paszportami portugalskimi, wizami głowy zawracać sobie nie muszą. 


Unidae, Accao, Progresso!

 PROMESA PRZEZ INTERNET? MOŻNA SPRÓBOWAĆ. POD WARUNKIEM, ŻE SIĘ NIE SPIESZY.

Z pomocą przychodzi dobrodziejstwo internetu i zaawansowanych technologii. Wystarczy wejść na stronę Ministerstwa Obrony i Bezpieczeństwa Timoru Wschodniego, pobrać formularz, wypełnić i odesłać na adres e-mail: informacao@migracao.gov.tl. Po 10 dniach powinien przyjść email, który należy wydrukować i, wraz z odliczoną kwotą 30 dolarów w gotówcę, pokazać na przejściu w Atapupu/Batugade. 

HERBATKA W KONSULACIE

Tyle w teorii. W praktycę, formularz uzupełniłem i wysłałem kiedy byłem jeszcze w Dumai na Sumatrze. Dopiero po dwóch miesiącach, kiedy byłem już na Flores dostałem odpowiedź by osobiście stawić się do konsulatu. Miałem do wyboru trzy - w Dżakarcie, w Denpasar i w Kupang. Ze względu na to, że nie lubię Dżakarty a Bali nie było mi jakoś specjalnie po drodzę, wybrałem ten ostatni. Nie pomyliłem się. 

Wyłoniwszy się z niebieskiej, lekko wzburzonej otchłani Morza Sawu, pojechałem z paszportem do konsulatu Timoru Wschodniego. Uśmiechnięta Pani w okienku podała mi formularz, zapytała o bilet i poprosiła o kserokopię paszportu i jedno zdjęcie. Dałem zdjęcie i wytłumaczyłem brak kserokopii wizytą na plaży. Nie ma problemu, pomogę Ci,odpowiedziała i zniknęła w otchłani wielkiego klimatyzowanego pokoju znajdującego się za okienkiem. Żeby nie marnować czasu, wypełniłem mój wniosek. Pytania, na które nie znałem odpowiedzi, skonsultowałem z panią konsul widząc jak wkłada do teczki kolorową kserówkę mojego paszportu wraz ze zdjęciem. Chwilę później, do dokumentacji doszedł jeszcze wniosek. Paszportu nie musiałem już zostawiać. Wszystko zajęło 5 minut. 

Po trzech dniach, zjawiłem się znów w konsulacie. Trochę odstraszyła mnie wisząca na bramie informacja o przerwie świątecznej pomiędzy 1 a 3 listopada. Z drugiej strony, był piątek, a moja zgoda miała być wystawiona w piątek. Widząc otwartą budkę strażnika z rozrzuconymi na jego biurku torbami i papierami, zdecydowałem się poczekać. Po kilkunastu minutach, pojawił się ochroniarz.
  
- Nazwisko?
- Przybylski?
-Prbabvbdbv...... coooo?
- Przybylski
- Skąd?
- Polska
- Masz paszport?
- Mam

Ochroniarz zniknął w budce, otworzył szufladę, wyjął kilka papierów, pogrzebał w nich i wrócił z moim paszportem i listem uprawniającym do przekroczenia granicy w ciągu trzydziestu dni od wydania. 
 
Reasumując, wystarczyły dwie wizyty w konsulacie Timoru Wschodniego w Kupang
(Jl. Eltari II, godziny otwarcia: 9:00-12:00; 14:00-16:00). Dokumenty, które trzeba ze sobą mieć to:

- paszport
- jedno zdjęcie
- wniosek (można pobrać na miejscu)
- ksero paszportu (można zrobić na miejscu)
- opłata: 0 zł (za wizę płaci się dopiero na granicy; w konsulacie składa się jedynie wniosek)


Trochę się pogniotło, ale problemu nie było. 

Wspominając z łezką w oku poprzednie przejścia w indonezyjskich urzędach, nie mogłem wręcz uwierzyć, że oto w ręku, bez żadnego latania w tę i spowrotem, bez upokorzeń, bez dotykania podbródkiem ziemi przed urzędnikami, trzymałem dokument niezbędny do przekroczenia granicy kolejnego państwa, które nad jakością papieru, stawia jego ilość i gramaturę.  


wtorek, 27 lutego 2018

Przedłużenie wizy indonezyjskiej bez łapówek?

Przedłużenie wizy indonezyjskiej bez łapówek? Upierdliwe ale możliwe


Skoro w Chinach biurokracja jest jak papier toaletowy, to w Indonezji jest jak papier ścierny. 
Do trzech razy sztuka. Co prawda, dwumiesięczną wizę Sosial Budaya można przedłużyć czterokrotnie, ale w moim przypadku, problemów nie robiono mi dopiero przy trzecim przedłużeniu.  Kolejnego już nie będzie bo drugie i trzecie zajęło mi po całej stronie w paszporcie. Wiedziałem jakie dokumenty donieść i jak rozmawiać z urzędnikami. Dzięki temu, że trafiłem na tego samego agenta, Daniego, który obsługiwał mnie podczas drugiego przedłużenia, nikt nie próbował mnie tym razem na siłę upokorzyć ani pokazać swojej wyższości. Przeciwnie, moja teczka  została przyjęta bez żadnego "ale". Po trzech dniach, zacząłem codziennie przed i po południu dzwonić i wiercić dziurę w pośladkach urzędników z pytaniem czy mój paszport był już gotowy. W końcu, zadzwoniłem do Daniego. Obiecał, że będę mógł zgłosić się po odbiór po dwóch dniach. Tak było - dzięki temu, że po moim telefonie zadzwonił piętro wyżej i z własnej inicjatywy "przyspieszył" proces wyciągania go z szuflady i wbijania do niego pieczątki. Niestety, nie zawsze trafia się w imigracji taka osoba. Najprawdopodobniej, Dany był "świeżakiem". Stary wyjadacz zawodu by się nie przejął. Przy pierwszej wizycie, kilka razy pytałem się czy jest pewien, że moja dokumentacja jest na 100% kompletna. Cały czas odpowiadał twierdząco. W końcu, lekko skonsternowany, zapytał przełożonego. Był problem z podpisem. Następnego dnia, okazało się jeszcze, że złożyłem podanie, nie o przedłużenie wizy, ale o nowy paszport (błąd mój i mojego "sponsora", o którym pisałem tutaj).
NAJŁATWIEJSZY SPOSÓB
Najłatwiejszym sposobem jest skorzystanie z usług agencji pośredniczącej lub hotelu, którego pracownicy zajmą się naszymi paszportami i terminowo je zwrócą. Ceny usługi  - do 1.000.000 rupii uwzględniają "napiwki" dla urzędników i cenę samego przedłużenia. Warto pamiętać o tym, że agencje wiedzą komu zapłacić a w Indonezji panuje "afera korupcyjna". Licząc się z koniecznością wręczenia "napiwku", lepiej nie  wybijać się poza trybiki agencyjno-imigracyjnej maszyny i nie ryzykować zostania płotką.

SAMODZIELNIE
 
Przedłużenie wizy bezpośrednio w urzędzie imigracyjnym jest możliwe. Mało tego, mając 30-dniową VOA, można spać spokojnie. Stempelek dostaniemy bez łaski i jeszcze się do nas uśmiechną. W przypadku 60-dniowej wizy Social Budaya, trzeba jednak liczyć się ze schodami. Dlatego, przed jakąkolwiek wizytą w imigracji, warto psychicznie przygotowac się na to co nas czeka. Urzędy w Indonezji są bardzo podobne do urzędów w Polsce. Biurokracja przypomina zużyty i pozlepiany papier toaletowy. Urzędnicy nie należą do najlmilszych osób. Do tego, sami gubią się w niejasnych procedurach i na poczekaniu wymyślają sobie nowe przepisy. O ile, będąc na własnym podwórku, można sobie jeszcze bez konsekwencji odpysknąć, o tyle, w Indonezji, zły humor agentów lepiej znosić z zaciśniętymi zębami. Odwiedzając kantor imigrasi, warto pamiętać, że: 

1. O ile, w samej Indonezji jesteśmy mile widziani, o tyle w imigracji nas nienawidzą.
2. Bez względu na to co wiemy, co czytaliśmy i co i w jaki sposób do nas mówią - oni zawsze mają rację i są ważniejsi od nas.  Warto przecierpieć nawet te kilka godzin by później, przez kolejny miesiąc mieć spokój.
NO TO DO DZIEŁA!
 
Dla zainteresowanych przedłużeniem wizy indonezyjskiej na własną rękę, zamieszczam tabelkę z najważniejszymi informacjami. Testowane trzykrotnie na sobie, dwukrotnie na znajomym z Rosji i jednokrotnie na dwóch znajomych z Polski. Za każdym razem było troszeczkę inaczej. Od Aleksandra, przy jego drugim przedłużeniu chcięli trzy zdjęcia. Przy pierwszym wzięli dwa. Zdjęcia polskiej pary miały być na czerwonym tle mimo, że ja z Alexandrem składaliśmy nasze popiersia na tle białym, itp. itd.  Do udostępnionych do ściągnięcia wzorów dokumentów (listu polecającego i podania o przedłużenie wizy), nikt się nie przyczepił. 


30-DNIOWA VOA
60-DNIOWA SOSIAL BUDAYA
POTRZEBNY LOKALNY ZNAJOMY (SPONSOR)?
NIE
TAK

GDZIE?



OD KIEDY?

Dodatkowe dni liczone są od ostatniego dnia pobytu.


KIEDY?

7-10 dni przed końcem pobytu
2 tyg. – 1 mies. przed końcem pobytu

ILE MOŻNA?

1 raz, o kolejne 30 dni
4 razy, o kolejne 30 dni każdy


ILE KOSZTUJE?


250.000 rupii + drobne dodatkowe opłaty za ksero, znaczki i teczkę


ILE ZAJMUJE?

1 – 7 dni
Od 3 dni do 2 tygodni






WYMAGANE DOKUMENTY
- 1 zdjęcie
-ksero strony z danymi z paszportu
-ksero wizy
-ksero pieczątki wjazdowej
-ksero pieczątek
-ksero karty wyjazdowej (departure card)
-potwierdzenie rezerwacji na wylot
-wypełnione dwie kopie wniosku (do pobrania na miejscu)
-znaczek skarbowy (do zakupienia na miejscu)






-2-3 zdjęcia
-ksero strony z danymi z paszportu
- ksero wizy
- ksero pieczątki wjazdowej
-ksero pieczątek przedłużających pobyt
-ksero karty wyjazdowej (departure card)
-ksero dowodu osobistego (KTP) sponsora
-wypełnione trzy kopie wniosku (do pobrania na miejscu)
-znaczek skarbowy (do kupienia na miejscu)
-najlepiej by sponsor był na miejscu

Nastawienie urzędników

Yes, Sir!
Czego tutaj?


poniedziałek, 19 lutego 2018

Stempel na gębę, czyli drugie przedłużenie wizy indonezyjskiej

Stempel na gębę, czyli drugie przedłużenie wizy indonezyjskiej


Po pojawieniu się na wyspie Flores, w ciągu kilku dni, przyszło mi odwiedzić kilkanaście prywatnych domów. W każdym z nich, drzwi były otwarte. Każdy z właścicieli, po przedstawieniu rodziny i pogaduchach, zaoferował tyle noclegów z wyżywieniem i pełną opieką, ile dusza zapragnie. "Ile czasu będziesz w Indonezji?" "Zależy, na ile pozwoli mi imigracja. Gościnność w Indonezji wygląda tak, że Indonezyjczykom jakby zależało na tym żebyśmy właśnie do ich domu wpadli chociaż na chwilę, natomiast urzędnikom imigracyjnym na tym byśmy jak najszybciej wynieśli się - nie tylko z domów naszych gospodarzy, ale z ich kraju. 

Wiedząc, że do przedłużenia wizy Social Budaya potrzebna jest dokumentacja i Indonezyjczyk przyjmujący rolę sponsora, pracę domową odrobiłem tydzień przed wizytą w urzędzie imigracyjnym. O poświadczenie, że do Indonezji nie przyjechałem w żadnych sprośnych ani brzydkich celach, poprosiłem Andreasa. Przygotowałem: 
- ksero paszportu
- ksero wizy
- ksero pieczątki wjazdowej
- ksero pieczątki z przedłużeniem pobytu
- ksero dowodu osobistego (KTP) Andreasa
- podanie o przedłużenie wizy z danymi sponsora (Kliknij by pobrać wzór)


Gościnność Indonezyjczyków wyraźnie kontrastuje z niechęcią urzędników imigracji wobec przyjezdnych. 

Nie napisałem tylko listu polecającego (Kliknij by pobrać wzór). Powód? Nie miałem wzoru listu. Wystarczyło, żeby w oddalonym o 3 dni drogi Maumere urzędnicy zaczęli kręcić nosem bardziej niż żująca trawę krowa mordą. 

Urząd Imigracyjny, Maumere - wizyta pierwsza. 
Do Urzędu stawiłem się wraz ze znajomą - Noną, którą z racji zaawansowanego wieku - 34 lat, nazywałem z Włoska "Nonną". W środku pustki. Wiatrak wyznaczał monotonny rytm pracujących w "pocie czoła" urzędników. Eeeee - gładko pójdzie. Nie ma takiego przesiewu jak na Bali, pomyślałem. Młody urzędnik podał mi niebieską teczkę i poprosił o dokumenty. A może nie będzie potrzeba sponsora, pomyślałem. A sponsor? Proszę.Dostałem dwa dodatkowe formularze do uzupełnienia na miejscu. Niektóre pytania były wręcz komiczne - po co urzędnikom imigracji znać numer telefonu do mojego pracodawcy za granicą? A jeśli nie mam pracy za granicą? Nie mogę sobie podróżować po Indonezji jako np. bezrobotny? Wpisałem dane ostatniego miejsca, w którym pracowałem na umowę o pracę. Powrót do kasy. Ksero KTP ma być podpisane. OK - przeze mnie czy przez sponsora? Ty możesz podpisać. Popatrzyłem na funkcjonariusza. Wyglądał jakby od niedawna tam pracował. W Indonezji, urzędnicy mogą sobie powiedzieć co chcą, ale  i tak, to petent jest odpowiedzialny za błędy w dokumentacji. Na pewno? Zapytałem. Chwilka, zapytam szefa. Nie, jednak sponsor musi podpisać. Skopiowałem z podania o przedłużenie wizy podpis Andreasa na ksero jego KTP. Nie - nie wolno tak. Sponsor ma się podpisać. Ale sponsor jest jakieś 300 kilometrów stąd. To jedź tam. Pojadę i wrócę - razem 4-6 dni mi zajmie. Taki kawał drogi po sam podpis? Takie są zasady. Ale papier wszystko przyjmie. Fałszywego podpisu nie przyjmie. To co teraz? Funkcjonariusz pokazał palcem na Nonnę. Może ona będzie Twoim sponsorem? Nonna?  Poprosiłem. Dobra. Pojechaliśmy przepisać wszystkie dokumenty na nowo i zrobić ksero.

Urząd imigracyjny, Maumere - wizyta druga.
Proszę. Wszystko. OK, dziękuję. Chwilka. Dlaczego nie ma listu polecającego? Nie dostaliśmy wzoru. A to nie wiecie? Wiemy, ale nam nie powiedzieliście. Musicie przynieść list polecający. Mogę prosić o wzór? Proszę. 
Kolejny raz pojechaliśmy do kafejki odreagować nerwy klepiąc sobie nową dokumentację w klawiaturę. Druk. Powrót do urzędu. 

Urząd imigracyjny, Maumere - wizyta trzecia.
Wszystko w porządku. Paszport będzie gotowy za dwa tygodnie. Ile????? Dwa tygodnie. A nie da się wcześniej załatwić? Da się, ale... napiwków dawać mi się nie widziało. Korupcja - zrozumiałbym jakbym chcał sobie nadać kontener z kokainą, ale nie uznaję łapówek jako premia za usługę, która powinna być wykonywana bez łaski. Dla pewności, poprosiłem młodego urzędnika by skonsultował z przełożonym czy aby na pwno niczego nie przeoczyliśmy. Wszystko ok. Możecie iść. A na tych formularzach? Powinny być dane Nonny czy mogą zostać dane Andreasa? Urzędnik, bez słowa, podał mi korektor żeby nie marnować kolejnych arkuszy papieru. Dołączyłem do teczki paszport. Płacisz teraz czy przy odbiorze? Zapłacę teraz. 250.000 rupii za przedłużenie, 10.000 za znaczek urzędowy za 5.000 rupii oraz 10.000 za teczkę. Drożej niż na Bali, ale grunt, że dokumenty zostały wreszcie przyjęte. Urzędnik wymienił się z Nonną numerami telefonów. Jeśli będzie coś dodatkowego potrzeba, damy Wam znać. Dostanę jakieś pokwitowanie na paszport albo wpłatę? Nie trzeba. My się tutaj wszyscy znamy. Ale jakby policja ode mnie dokumenty chciała? Pokażesz im ksero i powiesz, że paszport jest u nas. Tak na gębę? Na gębę. 
Cóż - jak władza każe, tak trzeba. Kiedyś w Polsce, policjant poprosił mnie o przestawienie
samochodu. Nie miałem jeszcze prawa jazdy, ale skoro prosił to zrobiłem. 

Urząd imigracyjny, Maumere - wizyta czwarta. 
Po dwóch dniach, sms do Nonny od urzędników. Musicie nam donieść nowy list polecający. Pokaż mi te listy, powiedział inny znajomy. Trzymaj. Co wyście tutaj napisali? Podanie o paszport? No ja tylko ze wzoru pisałem. To jest podanie o paszport. Nonna, dlaczego mi nic nie powiedziałaś? Bo myślałam, że wiesz co piszesz. Ale to po indonezyjsku jest! i się pod tym podpisałaś. Donieśliśmy poprawiony list polecający. Dla pewności, wydrukowaliśmy dwie kopie - jedną z datą złożenia reszty dokumentów; drugą z datą wydrukowania nowego listu. Papiery przyjęte. Dwa tygodnie. Kolejna prośba o przyspieszenie. Zobacz - raz, dwa, trzy..... urzędnik pokazał palcem na 8 teczek. Zobacz jak dużo robot mamy. Bardzo - postawienie 8 pieczątek. Wychodzi ponad jeden dzień na wbicie jednej pieczątki. Nie odpowiedziałem. Nie miałem słów. 

Urząd imigracyjny, wizyta bez wizyty. 
Telefon od Nonny. Michał, mógłbyś do mnie przyjść? Musimy gdzieś jechać. Jestem poza miastem. Wracam za kilka godzin. Wróciłem wieczorem. Przyszedłem do Nonny na kawę. Zobacz - mam dla Ciebie niespodziankę. Nonna trzymała w ręku mój paszport. Nic tam, że
odebrany bez pokwitowania i nie osobiście przeze mnie. Ważne, że był. W środku dwa wielkie stemple i drukowana odpowiedź na podanie. Pobyt w Indonezji ważny do 14 października 2012. 
Tym razem, wiedziałem jakie dokumenty przygotować. Poszło znacznie łatwiej niż na Bali - tyle, że dłużej. Dostarczanie dokumentacji, mimo że rozłożone na kilka wizyt, zajęło tylko jedno przedpołudnie. Doniesienie brakującego papieru było jedynie formalnością a obsługa, choć bardzo rozstrzepana, była niesamowicie miła i pomocna. 

Przedłużenie wizy indonezyjskiej na Bali.

Przedłużenie wizy indonezyjskiej na Bali.


Indonezja to takie miejsce, w którym można byłoby się zatracić w czasie i przestrzeni. Taka NIBYLANDIA. Piękna, zaskakująca, zróżnicowana, zmienna. Dzika Sumatra, dżakartańskie slumsy, tropikalne plaże z ciepłą jak zupa pomidorowa wodą i zimne góry. Kolorowe węże, długie stonogi i gigantyczne smoki. Raj na ziemi? Szkoda tylko, że w tym raju nie można siedzieć sobie w nieskończoność.


Indonezja - przypominają się słowa piosenki "Chce tu zostać....".
  
Jeśli interesuje Cię tylko sposób w jaki przedłużyć wizę indonezyjską, przejdź od razu na dół tej strony.
  
Nawet się nie zorientowałem jak minął mi pierwszy miesiąc w tym magicznym, oplatającym równik, kraju. Sumatra, Jawa, Bali - pestka. Duże wyspy, niewielkie odległości. Łatwe przeskoki. Im dalej na wschód, tym archipelag staje się coraz bardziej zalany wodą. Robi się coraz trudniej. Trzeba wyposażyć się w rzeczy niezbędne, z których najważniejszą jest czas. Nie chcąc utknąć gdzieś pomiędzy Oceanem Indyjskim a Spokojnym ani gnać na złamanie karku do najbliższej granicy, wymyśliłem sobie, że wizę przedłużę na Bali. Miejsce turystyczne - nie powinno być problemu. Wystarczy mi będzie ubrać się jak bogaty mieszkaniec U i S i A i przekonać uśmiechem agentów wydziału imigracyjnego, że chcę wydać w ich kraju więcej pieniędzy. Mylić się jest rzeczą ludzką. Finansowo, przedłużenie wizy kosztowało mnie tylko 25 dolarów. Czasowo: zmarnowany cały dzień i dwa przedpołudnia; łącznie siedem wizyt w imigracji. Od dnia kiedy się za to zabrałem do daty odbioru paszportu, około 10 dni. Można powiedzieć, że utknąłem w raju. Na szczęście, dzięki prawdziwej, staropolskiej gościnności Mariusza z Polskiego Centrum Nurkowego na Bali, Diving Indo, oraz Adama - organizatora pełnych przygód wypraw lądowych, wodnych i powietrznych po Indonezji z firmy Far Horizon, początkowe wrażenie utknięcia, zamieniło się w poczucie dobrze spędzonego czasu w doborowym towarzystwie.
 
Puk puk. Nic. Puk puk. Nic. Otwieram drzwi. "Puka się"A może by tak od dzień dobry zacząć? Pomyślałem. "Puka to się młodsze i ładniejsze a tutaj tylko po podpis, proszę Pani przyszedłem", odpowiedziałem. W Polskich urzędach, tracąc cierpliwość, potrafię być niemiły. Te w Indonezji, podejściem do klientów przypominają właśnie nasze rodzime polskie. I to nie jak flaga - do góry nogami, tylko kropla w kroplę. W Polsce mogę robić co mi się tylko podoba. Nawet z policjantem potrafiłem się pobić w obronie swoich racji - i to nie raz czy dwa, ale.... trzy razy. Ale nie będąc u siebie, przez zaciśnięte zęby, musiałem zmuszać się do bardzo szczerego i słitaśnego uśmiechu mimo nieustających prób upokorzenia za..... niechęć do skorzystania z kosztownej półlegalnej lub całkowicie nielegalnej drogi. Nie było łatwo. Agentom prawie udało się mnie naciągnąć na napiwek a dziewczynę, która stała w kolejcę obok mnie doprowadzić do łez.

Kantor Imigrasi, Bali: wizyta numer jeden. 
 
Dużo osób. Gdzie się pobiera wniosek? Tam. Jakieś okienko zajmujące się głównie robieniem kserokopii. Poproszę wniosek o przedłużenie wizy. Pani wręczając mi czerwoną teczkę poprosiła w zamian o 5.000 rupii i życzyła miłej zabawy. Co tutaj wpisać? A tutaj? Na pewno nikt nie będzie się czepiał, pytałem dziewczyny - Indonezyjki, która w dziwnie magiczny sposób pojawiła się w miejscu gdzie wszyscy ćwiczyli mięśnie nadgarstków próbując rozkodować kolejne kopie formularza. Głupiego formularza - bo po co komu adres i dane kontaktowe do mojego miejsca zatrudnienia? A w rubryce sponsor? Nie trzeba. Na pewno nie trzeba? Czytałem, że trzeba. Nie, bez sponsora się przedłuża. OK, pomyślałem, może co prowincja to inne lokalne przepisy. Poszedłem z samym formularzem w teczcę do głównego budynku. Po lewo okienka, na wprost biurko, na którym leżały dwie gigantyczne piersi podłączone do wydzierającej się na wszystko i wszystkich kobietki. Pani sprawdzająca dokumenty zaczęła się wydzierać i na mnie. A gdzie bilet lotniczy? A to mam bilet mieć? Drukuj bilet już. Jest tu drukarka. Nie ma. Rozejrzałem się dookoła. Pełno biurek z komputerami i drukarkami. Jest Pani pewna? Może Ci jeszcze lodówkę kupimy co? Kawki byś Pan nie chciał? Bardzo chętnie. Bilet drukujesz albo spadaj i nie zajmuj czasu. Kolejka jest. To może nie będę zajmował czasu. Przedłużę wizę na Flores. Na Flores nie ma imigracji. Co? Przecież to duża wyspa. A co Ty być chciał? Mamy budować wszędzie urząd imigracji bo sobie Michaś wizę chce przedłużyć? Marsz mi stąd po bilet. Dziękuję Pani Frau.

Pierwsza próba oddania teczki: zwrot.

Gdzie tu może być drukarka? Przepraszam, jest tu jakiś warnet? Kilka skrzyżowań stąd.Super - nie mając skuterka, mogę sobie iść najwyżej na drugą stronę ulicy. Taksówka? Mam pomysł - urząd celny, zaraz obok urzędu imigracyjnego. Staff only. Puk, puk. Proszę. Oooo - pełna kultura. Widzi Pani, chciałbym wydrukować bo muszę mieć bilet a w imigracyjnym mówią, że nie mają drukarki. Oni tam lepiej doposażeni są od nas. Dużo tego masz? Nie, tylko jedna strona. Proszę tutaj z tym panem. Dziękuję. Po 10 minutach i miłej obsłudzę miałem już kopię (fikcyjnego) biletu. Powrót do Kantor Imigrasi.

Kantor imigrasi, Bali: wizyta numer dwa. 

Już wszystko mam. Formularz, bilet, paszport, ksero paszportu, ksero wizy, ksero pieczątki. Dlaczego pieczątka na innej stronie niż wiza? Bo prosiłem żeby mi nie stemplowali pustych stron. Trzeba było prosić żeby w ogóle nie stemplowali. Nie przyszło mi to do głowy. Cicho teraz. Gdzie sponsor. Jaki sponsor. Musisz mieć sponsora jak chcesz przedłużyć. Ale powiedzieli mi, że nie trzeba mieć sponsora. Co Ci jeszcze powiedzieli. Kogo słuchasz? Nas czy ich? To co mam zrobić? Szukać sponsora. Ale po co? Takie są przepisy. Jeszcze czegoś nie rozumiesz? NASTĘPNY. Do widzenia, Pani Frau. 

Druga próba oddania teczki: zwrot. 

Kartka papieru, marker. Szukam sponsora. Wystawiłem się przed budynkiem imigracji. 500.000 rupii i Cię zasponsoruje. Ale to, podobno, sponsor płaci. Nie, nie, kochany. Sponsor gwarantuje za Ciebie jakby Ci się coś stało albo jakbyś coś przekręcił. Myślisz, że ktoś się za Ciebie gratis podłoży? Sms do Eddiego. Zasponsorowałbym Cię, ale nie mam balijskiego Kitasa (dowód osobisty). Post na grupie "Bali" na couchsurfingu. Głupio brzmi, ale szukałem sponsora. Godzina już późna. Nic - powrót do Eddiego. Po drodzę wymyśliłem, że będę zagadywał do jak największej ilości osób. Indonezyjczycy potrafią zamęczyć natarczywością. Hello myster dobiega do białych uszu z każdej strony. Wymyśliłem, że będę z tym jeszcze gorszy. Wsiadłem do darmowego autobusu kursującego rzadziej niż tramwaj do Łodzi, który nigdy nie chodzi. Co to za okolica? Na ostatnim przystanku, okazało się, że wsiadłem nie w tą stronę i zmarnowałem ponad godzinę na zakorkowanym bajpassie. A może i nie zmarnowałem? Dziewczyna z słuchawkami w uszach i iphonem. Chcesz to ja mam wujka stąd. On Ci może pomóc. Za ile? Za darmo. Chodź ze mną do kościoła. Kocioła? No mój wujek tam pracuje. Teraz już późno jest. Chcesz tą wizę przedłużyć czy nie? Pojechaliśmy do kościoła. Pan Deni powiedział, że bez problemu wypełni mi dokumenty, pojedzie ze mną do imigracji i zostanie moim fikcyjnym sponsorem. Umówiliśmy się kolejnego dnia na 9 rano.

Kantor imigrasi, Bali: wizyta numer trzy. 

Ziemia obróciła się o nieco ponad 180 stopni. 10 rano. Nic, wytłumaczę się ze spóźnienia. Pan Deni? Nie ma go. OK. Zadzwonię. Nie odbiera. O 12 kończą przyjmować wnioski. Próbowałem się dodzwonić - bez skutku. Pan Deni zapadł się jak kamień w wodę. W końcu, chwilę po 11 oddzwonił. Mike - przepraszam - dopiero wstałem. OK, wyrobi się Pan? Tak. Nie wyrobił się. Godzina 12.10. Już za późno. Przyjdźcie jutro. Znów zmarnowany czas na latanie z paszportem - dobrze, że tym razem, tylko poranek.

Kantor imigrasi, Bali: wizyta numer cztery. 
 
Kolejny dzień. Tutaj wypełnić. I tutaj. OK. Jedziemy do imigrasi. Pani sprawdzająca teczki - tym razem, podłączona do piersi schowanych do szuflady. Biletu nie potrzebujesz. Już nic na to nie powiedziałem. A to? Miało być przepisane na komputerze. No i przepisałem - tylko, tutaj uzupełniliśmy długopisem. Chwilka. Zapytam się. Nie - na komputerze ma być. Ale to dwie linijki. Na komputerze przepisać. Marsz. Macie tu jakiś komputer? Nie mamy. Następny. Kafejka internetowa, czas tyka. Uzupełniliśmy.

Kantor imigrasi, Bali: wizyta numer pięć. 
Powrót do imigracji. Sprawdzenie teczki. Proszę tam do okienka zanieść. Przy okienku stała akurat dziewczyna z Rosji, której teczkę oddano po raz piąty. Cała zapłakana. Powód tym razem? Literówka w jednym słowie. Wszystko musi się zgadzać. Tu jest moja teczka. Ok, ok, ok. Proszę przyjść 23 lipca i zapłacić. To przy odbiorze się płaci. Nie słyszał Pan? 23 lipca. Czyli przy odbiorze. Nie - odbiór będzie Pan miał 25 lipca. Dobrze, dziękuję Panie Frau. Do widzenia Pani Frau. Panie Deni, dziękuję za pomoc. 
Bali nie jest dobrym miejscem na przedłużanie wizy uzyskanej uprzednio w ambasadzie, która, jak się okazało, nie jest wizą turystyczną a wizą socjalną. Na dobrą sprawę, mając taką wizę, w Indonezji można siedzieć pół roku. Na Bali, pełno jest imigrantów, którzy zamiast płacić 2.500 dolarów rocznie za prawo pobytu, prowadzą firmy i pracują nielegalnie właśnie na wizie socjalnej. Stąd przesiew.
Kantor imigrasi, Bali: wizyta numer sześć. 
Po 15 minutach stania w kolejcę, zapłaciłem 25 dolarów i dostałem kwitek na odbiór paszportu 25 lipca.
 
Kantor imigrasi, Bali: wizyta numer siedem.

Tym razem pół godziny stania w kolejce. Ja po odbiór paszportu. Mogę numerek? Po odbiór bez numerków . Poproszę kwitek. Proszę poczekać. Usiadłem na krześle. Urzędnik, pokracznie wyczytywał przez mikrofon nazwiska. A mogli postawić na numerki. Michał Konrad. Teczka. Wyciągam rękę po mój paszport. Gdzie mi te ręce wkładasz. Za okienko już! Zdjęcia. Ale nie było mowy o zdjęciach. Nie nie - tam, zdjęcia zrobić. Pokój z komputerem i dwoma urzędnikami. Kamerka - zdjęcia do komputera, odciski wszystkich palców. Nowy kwitek. Już zrobione. Proszę paszport. Sprawdziłem pieczątkę. Zgadza się. Dostałem 30 dni od ostatniego dnia na stemplu wjazdowym. Po siedmiu wizytach w urzędzie imigracyjnym i trzech dniach zmarnowanych na skompletowanie w całości dokumentów.


Już nie czepiałem się, że na połowę pustej strony i z adnotacją długopisem, przez którą nie da się zmyć. Czasem trzeba trochę pokory. 

Jak przedłużyć wizę indonezyjską? 

W przypadku wizy miesięcznej (VOA): 

- wypełnić pobrany na miejscu formularz
- zrobić ksero paszportu, aktualnej wizy i pieczątki
- załączyć potwierdzenie rezerwacji wylotu z Indonezji
- złożyć paszport i zapłacić 250.000 rupii (25 dolarów).
- Czas oczekiwania na Bali to ok. 7-10 dni roboczych.
- VOA można przedłużyć tylko 1 raz o kolejne trzydzieści dni.
 
W przypadku dwumiesięcznej wizy socjalnej (uzyskanej uprzednio w ambasadzie)

- wypełnić pobrany na miejscu formularz
- znaleźć sponsora
- zrobić ksero paszportu, aktualnej wizy i pieczątki
- zrobić ksero kitasa (dowodu osobistego) sponsora. Ważne by kitas był wystawiony w prowincji pod którą podlega urząd imigracyjny, w którym staramy się o przedłużenie.
- uzupełnić osobny formularz z danymi sponsora
- kupić za 5.000 rupii znaczek urzędowy i przykleić go do formularza z danymi sponsora
- przepisać na komputerze list polecający i załączyć wydruk
- wizę socjalną można przedłużyć cztery razy, za każdym razem o trzydzieści dni.

Ewentualnie: 
Można pójść na łatwiznę i dać napiwek, który może gwarantować odbiór paszportu z nową pieczątką już następnego dnia. Tylko, że trzeba wiedzieć do którego urzędnika się z tą sprawą zwrócić. W tym celu, albo trzeba mocno naciskać i zgodzić się na słoną płatność, albo, udać się do jakiejkolwiek agencji, która za prowizję od 300.000 rupii (30 usd) do 500.000 rupii (50 usd) zajmuje się paszportami obcokrajowców.
 
W zależności od miejsca, okoliczności i humoru agentów imigracji, przedłużenie wizy może być łatwe i przyjemne lub trudne i wyniszczające psychicznie, fizycznie i finansowo. Jak dżakartańskie slumsy i tropikalne plaże małych wysepek rozrzuconych w okolicach Równika. Filip, z którym nie widziałem się od czasu kiedy minęliśmy się w Johor Baru, ale z którym jestem w ciągłym kontakcie, swoją 30-dniową wlepkę przedłużył w jeden dzień w Bandung.


piątek, 16 lutego 2018

Wiza do Indonezji na szybcika.

Wiza do Indonezji na szybcika.


Flaga Indonezji wygląda znajomo, tylko trochę do góry nogami. Może dlatego, że znajduje się na drugiej półkuli? Znaczenie kolorów? Standardowe: czerwień to odwaga/ciało, biel to czystość/dusza. Całość tworzy..... całość. 
  
Wiza do Indonezji może być mytem uzyskanym przy wjeździe drogą lotniczą lub morską. Lista przejść znajduje się tutaj. Potrzebny jest tylko paszport, jedno zdjęcie i, ewentualnie, potwierdzenie rezerwacji na lot powrotny lub lot do kraju następnego. Cała przyjemność, podobno, zajmuje kilkanaście minut i kosztuje 25 dolarów. 
 
Decyzję o zrobieniu mojej indonezyjskiej wlepki, podjąłem pierwszego wieczoru - a właściwie to pierwszego wczesnego poranka w Kuala Lumpur, kiedy to Aleks, który akurat stamtąd wracał porównywał wlepki uzyskane na granicy i te od ładnych pań z okienka w ambasadach. Było coś około trzeciej w nocy jak włączyłem komputer, zrobiłem rezerwację lotu Bangkok - Jakarta (oczywiście z zaznaczeniem opcji "automatyczne anulowanie" w przypadku braku wpłaty w ciągu 72 godzin) i wydrukowałem. Do ambasady, teoretycznie nie wolno wchodzić w otwartych butach ani krótkich spodenkach. Mansur, który wybierał się razem ze mną wziął te wytycne na poważnie i musiał się przemęczyć w ciężkich butach trekkingowych. Ja i krótkie spodenki? Tylko do pływania - za to pełne buty w takim skwarze to dla mnie przesada. Do ambasady warto wziąć popcorn bo można obejrzeć sobie przy okazji dwa widowiska. Pierwszym jest licytacja na parterze (obsługa Indonezyjczyków, ale wygląda jak licytacja), drugim, interaktywnym, dopychanie się w kolejcę po ksero dokumentów i, ewentualnie, robione na miejscu zdjęcie. 


Dzień dobry, czy mógłbym prosić o ksero?

Cały problem z wizą uzyskaną na wjeździe polega na tym, że uprawnia ona tylko do 30-dniowego pobytu i można ją przedłużyć tylko jeden raz o kolejne 30 dni. Tyle, że to przedłużenie jest bardzo kłopotliwe i w niektórych miejscach, może okazać się niemożliwe. Co wtedy? Skok przez granicę? Ale gdzie, skoro Indonezja leży na wyspach? Żeby nie czuć presji casowej, warto więc postarać się wcześniej. Do ambasady trzeba przynieść:
  
- paszport. 
- dwa zdjęcia. 
- kserokopię paszportu i wizy kraju, w którym obecnie przebywamy (ewentualnie pieczątki uyskanej na wjeździe). 
- potwierdzenie rezerwacji biletu lotniczego na wlot i wylot. 
- 170 ringgit (57 dolarów) w gotówcę.
- wniosek (wypełniony na miejscu).
 
W zamian, w ciągu nieco ponad 24 godzin, dostaniemy mało atrakcyjną wlepkę, uprawniającą do jednego wjazdu w ciągu 90 dni i 60 dni ciągłego pobytu z możliwością 4-krotnego przedłużenia o kolejne 30 dni. 


Moja wlepka. 
  
W skrócie: 
- oszczędnie: 25 dolarów, na wjeździe, 30 dni pobytu z możliwością jednokrotnego przedłużenia o kolejne 30 dni
- asekuracyjnie: 57 dolarów, w ambasadzie, 60 dni pobytu z możliwością czterokrotnego przedłużenia o kolejne 30 dni. 

niedziela, 11 lutego 2018

Wiza do Laosu

Wiza do Laosu


Flaga Laotańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Jedna z niewielu komunistycznych flag, które nie mają w sobie motywu pięcioramiennej gwiazdy. Biały okrąg symbolizuje jedność obywateli pod przywództwem Laotańskiej Ludowej Partii Rewolucyjnej. Kolor czerwony symbolizuje krew ludzi walczących o wolność, a niebieski - pomyślność. Inna interpretacja: księżyc w pełni na tle Rzeki Mekong. 

Jak w większości państw Azji, tak i w Laosie wymagana jest wiza. Na szczęście nie jest ona kłopotliwa w uzyskaniu. Nie trzeba tonąć w zwojach papieru prosto z rolki. Wlepka jest po prostu mytem za przejście przez szlaban/odprawę. Można ją uzyskać albo przed przyjazdem, w dowolnej placówce dyplomatycznej Laosu, albo na granicy. Oficjalnie, posiadacze paszportów polskich, ubiegając się o wizę przy wjeździe muszą wypełnić krótki formularz, załączyć jedno zdjęcie paszportowe i zapłacić 30 dolarów.Nieoficjalnie, na brak zdjęcia lub niewymiarowy rozmiar celnik przymknie oko za drobną dopłatą lub bez. Ja swoją robiłem właśnie w ten sposób na lądowym przejściu Kambodża-Laos. Cały proces zajął mniej niż 15 minut.  
Wiza to tylko pozwolenie na wjazd. Oprócz wlepki, trzeba też uzyskać stempel wjazdowy z datą. Mnie, taka wyczerpująca usługa kosztowała 2 dolary. 


Wiza laotańska wyrabiana na granicy. Z tym hologramikiem wygląda efekciarskoCzy jest warta 30 dolarów, plus 2 dolarów opłaty "manualno-manipulacyjnej"? O tym przekonam się podczas podróży.